6 grudnia wyobrażam sobie zawsze nie w weekend. Atmosfera, jaką tworzą ludzie w tym dniu nadaje mu niepowtarzalny klimat. Rozbiegani dorośli, uszczęśliwione dzieci, unoszące się marzenia i pragnienia wokół nich. I najlepiej gdyby padał śnieg. Można dyskutować bez końca czy Mikołaj jest prawdziwy czy też nie, czy był biskupem czy mieszkańcem polarnej krainy. 6 grudnia wyczuwa się jego obecność. I dlatego ten dzień powinien być pełen niespodzianek; wesoła muzyka ( najlepsze są angielskie piosenki świąteczne) na rogach ulic, rozświetlone choinki, wędrujące Mikołaje ze słodyczami i pełno dekoracji w miejscach publicznych. Za darmo gorąca czekolada, elfy z cukrowanymi laseczkami dla dzieci, a z cynamonowymi dla dorosłych. I dla każdego tego dnia byłaby do dostania gałązka jemioły, czerwone jabłuszka. Polski akcent to powinien być ptak- zapowiadacz Mikołaja, towarzyszący mu i wyśpiewujący radosne trele. Na przykład raniuszek albo rudzik. Dzień pełen śniegu, ptaków, elfów, pieśni, beztroskich wędrówek po mieście i upominków dla najmłodszych to byłby idealny, dobry i magiczny dzień dla każdego.
Zapisane 5 grudnia w grupie Wietrzyków w godzinach porannych.









